poniedziałek, 21 października 2013

chcę a mogę.


jaką wartość ma stwierdzenie, że chcę czegoś z całych sił skoro na wstępie wiadomo, że się nie może. to tak jak powiedzieć, że dałbym wszystko za zamek nie na sprzedaż lub za model samochodu, którego ostatni egzemplarz właśnie przestał istnieć. czy rzeczywiście tego się chce, czy to tylko czcze gadanie i forma narzekactwa?


czy jeśli zamek dostać za darmo, to było by nas stać na remont, utrzymanie, ogrzanie zamku, czy potrafił by człowiek się odnaleźć w wielkich jego metrażach? czy na prawdę warte zachodu jest posiadanie ostatniej sztuki super wypaśnego samochodu? czy w budżecie znalazło by się miejsce na paliwo, mechanika, części zamienne, ubezpieczenie, czy nie znudziły by po pewnym czasie wszelkie zabiegi anty kradzieżowe.


gdy się myśli w pierwszym odruchu "chcę" ma się na myśli wisienkę na torcie. pytanie czy jest się gotowym, czy się chce ponieść koszty tej zachcianki gdziekolwiek ona zaprowadzi.

wtorek, 24 września 2013

kiedy koniec jest bliski?


ostatnio prawda o przemijaniu mnie dobija. radzi się we mnie pytanie do kiedy warto walczyć. popularna odpowiedź do końca, a może warto pozwolić godnie odejść. no i tak właściwie to co to jest ten koniec?

śmierć jest nieunikniona i spotka każdego - nic odkrywczego. to dodam do tego jeszcze jedną oczywistość - nie wiadomo jest tylko kiedy ona przyjdzie. to teraz pytanie: gsybyśmy na tydzień, dzień, godzinę albo dwie, piętnaście minut, trzydzieści sekund przed spotkaniem z kostuchą wiedzieli, że na pewno przyjdzie punktualnie na umówione spotkanie, co by to zmieniło? albo jeśli mielibyśmy do wyboru umrzeć teraz lub jutro, to co by to jutro wniosło?


ze dwa lata temu pod wpływem jednej piosenki zadałam sobie pytanie jak bym chciała przeżyć swój ostatni dzień, gdybym wiedziała, że to na pewno on. cóż plan na taki dzień dość mocno się zmienił od tamtego czasu, ale pewne jest, że chciałabym intensywnie wykorzystać ostatnie 24h. problem w tym, że chyba nie jestem przygotowana na taką ewentualność i żeby w tym momencie zrobić to co by mi się marzyło w takim przypadku... potrzebowałabym dość sporych funduszy mimo tego, że to co chciałabym zrobić jest dość proste... w normalniejszym przypadku. :P a taki ostatni dzień był by o tyle sympatyczny, że moje dalekosiężne plany są ciut nie wykonalne i chyba niebawem trza będzie przeprogramować marzenia.


wracając do wątku głównego: nadzieja umiera ostatnia, ale czasem człowiek wyposażony w zdrowy rozsądek wie, że wszystkie koła ratunkowe się już skończyły, a limit cudów na ten rok został wyczerpany. więc jak postąpić w sytuacji bez wyjścia? dobić? trwać do ostatniej kropli krwi, cierpliwie mimo cierpienia i wbrew całemu światu?


bywa na przykład, że dostępna wiedza medyczna mówi, że nie ma szans na ratunek i trzeba odstąpić od dalszej reanimacji albo odłączyć sprzęt podtrzymujący życie, albo uśpić psa. i czasem aż by się chciało prosić o cud żeby śmierć przyszła bez naszej interwencji.

piątek, 14 czerwca 2013

poskromić wewnętrznego lenia.



sesja, ten przykry czas kiedy wytęża się kreatywność by zmusić/ zachęcić się do nauki. to jeszcze nie połowa egzaminów, a już chętnie bym wypatrywała końca. tym razem slalom gigant i lekko mnie przytłacza. przynajmniej pogoda się poprawiła i mogę zwiedzać kraków z notatkami. :)

i to paskudne uczucie kiedy już świta, a człowiek jeszcze nie zdążył położył się spać.

piątek, 31 maja 2013

w gąszczu braków rozwiązań.


czasem przychodzi kryzys spowodowany problemem z kategorii mało ambitne. siedzi w głowie, męczy, więc się robi wycieczkę w poszukiwaniu wyjścia z opresji. bywa też, że rozwiązanie dobrze się schowa. cóż. nawet jeśli się rozmawia to z poczuciem - nic to nie da. chodzi się po zakamarkach pomysłów i bezskutecznie. jak w psychodelicznym filmie: z punktu zero w którąkolwiek stronę by nie skręcić i tak się tam wróci. i to uczucie gdy nagle znajduje się przypadkiem klucz i drzwi do tego klucza się. znów wolna. :)

poniedziałek, 20 maja 2013

gdy przyjdzie na to pora.


kilka dobrych wspomnień, sporo muzyki, mało ambitne filmy odmóżdżające, sport w rozsądnych dawkach i dobra kawusia z bitą śmietaną. stan przed sesyjny czas zacząć. :) czyli koniec lenistwa... jakbym go przypadkiem w tym roku miał w nadmiarze.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

m&m.



kiedyś nie potrafiłam za nic zrozumieć czym się ludzie tak wzruszają na ślubach... obecnie utknęłam na etapie, kiedy nie wiem jak to zrobić żeby się nie wzruszyć.



zdjęcie poniżej dość kiepskiej jakości i mocno rozmazane, ale moje ulubione. dużo miłości.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

nadal zima.


lubię śnieg i w ogóle, ale wszystko dobre się kończy. więc apeluję do zimy o trochę taktu. trzeba wiedzieć kiedy odejść, zanim wymownym gestem wszyscy zaczną sugerować drzwi. nie żebym była marudna, ale przyszła by już wiosna, bo z braku słońca dostaję zimowej depresji. będę tęsknić jak się zrobi +30° w cieniu, wiem to na pewno, ale teraz najbardziej mi się marzy spódnica i balerinki. :)

kwiecień plecień co przeplata: zima zima zima zima.